filmy

„Ostatnia rodzina” – recenzja filmu o Beksińskich

Jeśli ktoś nie wie, o czym jest Ostatnia rodzina, najprościej wytłumaczyć to, mówiąc „o Beksińskich”. I właściwie lepiej się tego nie da zrobić – to nie historia o Zdzisławie Beksińskim, malarzu, i Tomaszu Beksińskim, dziennikarzu, tylko o Zdzisławie Beksińskim, mężu i ojcu, Tomaszu Beksińskim, synu, i Zofii Beksińskiej, żonie i matce. Owszem, o twórczości artystów się mówi, ale raczej mimochodem – w centrum uwagi są charaktery członków rodziny, a nie ich osiągnięcia. Ostatnia rodzina jest filmem, który pokazuje Beksińskich z perspektywy prywatnej, bardziej intymnej.

Andrzej Seweryn, grający starszego Beksińskiego, przedstawił go jako człowieka spokojnego, wręcz stoika, obdarzonego specyficznym poczuciem humoru i chwilami niezdrową ciekawością. Filmuje wszystko co tylko może, nie dbając przy tym, co wypada, a co nie. Nie powstrzyma się przed uwiecznieniem umierającej teściowej czy poważnej rozmowy Zofii z Tomkiem. Jego obrazy natomiast istnieją gdzieś w tle filmu – są na ścianach albo na sztaludze, ale właściwie mówi się o nich przelotnie.

Tomek w wykonaniu Dawida Ogrodnika to mężczyzna wybuchowy, odrobinę przerysowany, ale wciąż w granicach wiarygodności. To histeryk, który źle reaguje na sprzeciw, pomiata rodzicami, ma trudności z nawiązywaniem kontaktów z innymi ludźmi, zwłaszcza kobietami. Jego mieszkanie – odwzorowane z niemal stuprocentową dokładnością, co widz może sam potwierdzić, oglądając filmiki z YouTube – jest wypełnione setkami płyt, plakatów, książek, obrazów ojca. Ściganie nawiązań stanowi sporą frajdę podczas seansu, zwłaszcza dla fanów muzyki: we fragmentach poświęconych młodszemu Beksińskiemu można usłyszeć sporo rozmaitych zespołów, w tym – co jako wieloletnia fanka muszę odnotować – From Her To Eternity Nicka Cave’a.

Bardziej na uboczu i w cieniu tej dwójki znajduje się Zofia, żona Zdzisława, matka Tomka. Opiekuje się nimi nieustannie, choć syn się z tego powodu złości i potrafi w ataku furii zdemolować kuchnię. Jest cierpliwa i spokojna, a po jej odejściu klimat filmu zmienia się wyraźnie na smutniejszy, jakby mniej pogodny.

Ostatnia rodzina to bardzo kameralna produkcja. Jej akcja toczy się niemal wyłącznie w mieszkaniu albo Tomka, albo Zdzisława i Zofii. Sporo w niej humoru, którego dostarcza głównie starszy Beksiński, choć to niejednokrotnie humor czarny. Fascynujące jest, że choć wiemy, jak kończy się historia Beksińskich – film zatytułowano Ostatnia rodzina nie bez powodu – ta opowieść niezwykle wciąga, niezależnie od tego, czy jest się fanem Zdzisława, Tomka, obu z nich czy żadnego. Dlatego, że postacie są prawdziwe, żywe, a ich przeżycia może nie tyle uniwersalne, co prawdopodobne, odczuwalnie rzeczywiste. Bo Beksińscy mają swoje wady i zalety, widać to jak na dłoni, ale oglądając ten film, jesteśmy w stanie wyobrazić sobie taką rodzinę. Może trochę dysfunkcyjną, ale rodzinę, w której wszyscy szczerze się kochają. To, że ci mężczyźni akurat zostali artystami, to tylko dodatek do pokazanego nam obrazka. Najważniejsze jest, że byli po prostu prawdziwymi ludźmi, a reżyser nie zawahał się, by tak ich właśnie pokazać.