książki

Pięć najlepszych książek Joanny Chmielewskiej

Dziś mija pięć lat od śmierci Joanny Chmielewskiej.

Chociaż jej nowsza proza już mi nie odpowiada, wciąż mam spory sentyment do jej starszych książek. Wracam do nich często, bo są pełne humoru, zróżnicowanych postaci i języka, a do tego wciąż bawią mnie tak samo, jak dziesięć czy piętnaście lat temu, gdy czytałam je pierwszy raz.

Zdarzało mi się przeprowadzać rozmowy ze znajomymi, którzy przyznawali, że czytali jakieś książki Chmielewskiej, ale nie bardzo im się podobały. Zawsze okazywało się jednak, że czytali jej nowsze kryminały. A przy całej mojej sympatii do pisarki nie da się jednak ukryć, że prezentują zupełnie inny poziom, brak im tej lekkości, humoru i indywidualizmu, którymi cechowały się jej powieści przed 2003 rokiem. Dlatego przed wami, gdybyście kiedyś chcieli zacząć czytać jej książki, ale nie wiedzieli, gdzie zacząć – pięć najlepszych dzieł Joanny Chmielewskiej.

Wszystko czerwone

Jeśli mielibyście przeczytać tylko jedną książkę Joanny Chmielewskiej, by poznać jej styl, powinniście sięgnąć po Wszystko czerwone. Joanna, autorka i narratorka powieści, przyjeżdża w odwiedziny do swojej przyjaciółki Alicji. Szybko okazuje się, że na podobny pomysł wpadło jeszcze paru innych znajomych Alicji i wieczór mija im na plotkach. Wszystko byłoby fantastycznie, gdyby nie to, że jedna z osób zostaje zadźgana. Całość dzieje się w Allerød, w Danii, bohaterowie zaś są Polakami, z czego tylko Alicja mówi płynnie po duńsku. Śledztwo prowadzi zatem pan Muldgaard, który mówi po polsku – poniekąd. Przesłuchiwanie świadków zaczyna od prostego, zdawałoby się, pytania: „Azali były osoby mrowie a mrowie?”, i dalej jest tylko lepiej.

Tak w bardzo dużym skrócie można zarysować fabułę. To nie jest kryminał, o jakim mogliście pomyśleć – niezależnie od tego, czy pomyśleliście właśnie o Agacie Christie, Marku Krajewskim czy Jo Nesbø. Nikt w Polsce nie pisał i nie pisze takich powieści: to komedia i kryminał zarazem, idealnie wyważone, starannie przemyślane. Humor i zbrodnia przeplatają się ze sobą tak płynnie, że czasem łatwo zapomnieć, że ktoś tu kogoś zabił. Wszystko czerwone to dla wielu osób – w tym i dla mnie – najlepsza książka Chmielewskiej.

Nawiedzony dom (i cała seria o Janeczce i Pawełku)

Ojciec Janeczki i Pawełka może otrzymać w spadku dom – ale musi zamieszkać w nim całą rodziną. Wszystko byłoby świetnie, tyle że poprzedni lokatorzy nie chcą się wynieść, sąsiadkę można delikatnie opisać jako ekscentryczną, dom trzeba natychmiast wyremontować i jakby tego było mało, coś w nim straszy. A rodzeństwo fantastycznie się bawi, ponieważ odkrywa, że na strychu jest pełno dziwnych rzeczy, których przeznaczenia nie potrafią odgadnąć.

Nawiedzony dom to początek serii o Janeczce, Pawełku i ich psie Chabrze. Seria zasadniczo przeznaczona jest dla młodzieży, ale to bynajmniej nie znaczy, że jest infantylna, dziecinna czy głupawa. Nie, to bardzo dobra opowieść – i dla młodszych, i dla starszych. Janeczka i Pawełek to niezwykle kreatywne dzieci i potrafią wykręcić swojej rodzinie niezłe numery; im dalej w serię, tym ciekawsze pomysły mają. Czyta się z zapartym tchem, wręcz marząc o takim dzieciństwie.

Lesio

Zdecydowanie druga najlepsza książka Chmielewskiej. Tytułowy Lesio jest architektem, narwanym i lekkomyślnym mężczyzną targanym wielkimi emocjami. Ale, co najważniejsze, jest człowiekiem spóźnialskim. Pracuje w biurze, do którego codziennie wchodzi co najmniej piętnaście minut po ósmej, a personalna z żelazną konsekwencją domaga się wpisania do książki powodu spóźnienia. Lesio zatem często załatwia naprawę gazu i wodociągów, odprowadza na komisariat zagubione dzieci, pomaga przechodzić przez ulicę niewidomym starszym ludziom, uczestniczy w katastrofach samochodowych i tramwajowych… Lesio postanawia zamordować personalną, ponieważ bez cienia litości odnotowuje wszystkie jego spóźnienia. Nie ma innego wyjścia – musi ją zabić, żeby wreszcie móc spokojnie pracować.

To przezabawna historia – z czego zmagania z notorycznym spóźnialstwem to część pierwsza z trzech – którą można spokojnie połknąć w jeden wieczór. Albo noc, jeśli ktoś zapomni spojrzeć na zegarek. Nie ma lepszej książki na poprawę humoru po trudnym, męczącym dniu.

Całe zdanie nieboszczyka

Fabuła jest ponownie prosta – Joanna, w szampańskim nastroju po sporej wygranej na wyścigach konnych w Charlottenlund, spontanicznie wybiera się ze znajomymi do meliny, gdzie nielegalnie można pograć w ruletkę czy pokera. A w melinie, przez zamieszki związane z nalotem policji, pewien mężczyzna został postrzelony, a umierając, resztkami sił powiedział Joannie, gdzie jest schowany cenny skarb. I to przez pomyłkę, wziął ją bowiem za kogoś innego.

To oczywiście książka kompletnie niewiarygodna. Nic z tego, co jest w niej opisane, nie miało prawa się wydarzyć. To powieść przygodowa pełną gębą, z pościgami, porwaniami, ucieczkami, więzieniami, podróżami po oceanie. I w samym środku niezawodna, kompletnie narwana Joanna. Całe zdanie nieboszczyka to idealna książka na lato: solidna, niezobowiązująca rozrywka, do której nie wstyd się przyznać, a to już niezły wyczyn. Już kiedyś zresztą wspominałam, że należy to zekranizować.

Boczne drogi

Do Joanny – tym razem przebywającej w Polsce – przylatuje jej ciotka Teresa. Joanna wraz ze swoimi ciotkami i mamą zaplanowała wycieczkę, Teresa bowiem chciałaby obejrzeć te miejsca rodzinnego kraju, których jeszcze nie zdążyła zwiedzić. Problemy oczywiście pojawiają się od samego początku, włącznie z tym, że trasa miałaby prowadzić „równocześnie do Łowicza i nad Wigry, w dodatku przez Częstochowę”. Im dalej, tym zabawniej, może nie zawsze bohaterom, ale na pewno dla czytelnikom.

Pełno tutaj absurdalnych sytuacji (z których bierze się większa część humoru w książce), zbiegów okoliczności i przezabawnych dialogów. Rodzina Joanny jest nie mniej postrzelona niż ona sama, więc wyprawa w czwórkę nie mogła być łatwa, prosta i przyjemna. Szczególnie że – jak można wywnioskować po tytule – bohaterki nie jeżdżą autostradami, tylko opłotkami, co niejednokrotnie utrudnia im życie na pięć różnych sposobów. Boczne drogi to kolejna bardzo dobra książka Chmielewskiej na lato, szczególnie w połączeniu z drugą częścią, Studniami przodków.