Trzech muszkieterów Aleksandra Dumasa dostałam od koleżanki na urodziny – chyba dziewiąte? – i pamiętam, że nie mogłam się doczekać, aż wszyscy wyjdą z imprezy, żeby zacząć czytać. A potem nie było ze mną kontaktu.

Pewnie kojarzycie Trzech muszkieterów głównie z fatalnych ekranizacji, za które twórcy powinni wiecznie płonąć w ogniu piekielnym. W rzeczywistości to powieść o męskiej przyjaźni, trochę o intrygach dworskich, trochę o wojnie, trochę o miłości (ale akurat na tyle, żebym nie miała odruchu wymiotnego), trochę o zdradzie i trochę o zemście.

To powieść płaszcza i szpady – oznacza to tyle, że w powieści (lub filmie, bo termin przeniknął też do kina) są ludzie w pelerynach i mają szpady, którymi się pojedynkują. Siłą rzeczy to często powieści historyczne.

Współcześnie najbardziej znanym przedstawicielem tego typu powieści jest hiszpański pisarz Arturo Pérez-Reverte, który w 1993 roku wydał książkę Klub Dumasa (polskie wydanie pięć lat później). Zachęcona tytułem przeczytałam ją i srogo się zawiodłam, więc nie sięgnęłam na razie po żadną inną.

Najlepszą postacią w Trzech muszkieterach jest bezwzględnie Atos – małomówny muszkieter, ciągle pijany, ciągle w depresji, ale przy tym bardzo szlachetny i przystojny. Typowy antybohater, ale najbardziej intrygujący ze wszystkich bohaterów. Czekam, aż zagra go wreszcie Tom Hiddleston – jest w idealnym wieku, żeby zagrać sponiewieranego alkoholika.

Hasło „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” spotkał podobny los, co „To elementarne, drogi Watsonie” Holmesa – to najbardziej znany tekst z Trzech muszkieterów, ale pada tam tylko raz, i to trochę mimochodem. Gwoli ścisłości w opowiadaniach Arthura Conan Doyle’a pada „To elementarne” oraz „drogi Watsonie”, ale nigdy razem.