Skończyłam jakiś czas temu czytać Nie mów nikomu Harlana Cobena. To już chyba trzecia albo czwarta książka jego autorstwa, którą czytam, ale też kolejna, która mnie nie wciągnęła.

Głównym bohaterem książki jest David Beck – lekarz, wdowiec. Jego żona Elizabeth została porwana i zamordowana osiem lat wcześniej, on cudem przeżył. Choć minęło już trochę czasu, wciąż rozpamiętuje jej śmierć, nie związał się z nikim na dłużej.

Pewnego dnia dostaje wiadomość, którą mogła mu wysłać tylko Elizabeth. Na początku niepewny, a w miarę upływu czasu coraz bardziej przekonany, że jego żona jednak żyje, zaczyna śledztwo na własną rękę.

Pomysł sam w sobie mało oryginalny, choć można było go ograć na kilka ciekawych sposobów. Coben jednak na zmianę albo się wysila, jeśli chodzi o fabułę, albo w ogóle się nie stara. Bez trudu można też odgadnąć, czy tajemnicza wiadomość rzeczywiście przyszła od Elizabeth, czy ktoś się pod nią podszywa. Zero napięcia, emocji, zagadki.

Coben często skacze między narratorami. Na tyle często, że to mocno rozprasza i wybija z rytmu. Trzeba się przestawić, przypomnieć sobie, kto mówi, a jak już sobie przypomnisz, to zastanawiasz się, czemu w ogóle miała służyć ta zmiana.

Dużym minusem są też stereotypowe postacie: idealna żona, przygnębiony mąż, niesympatyczny teść, przydatny gangster, antypatyczny policjant…

To nie jest zła proza, ale po prostu mało wciągająca, zwłaszcza jak na kryminał. Być może osoba, która dopiero zaczyna przygodę z tego typu literaturą, będzie się dobrze bawiła, ale jeśli ktoś przeczytał już wiele kryminałów i zwraca uwagę na schematy lub chwyty, szybko domyśli się, jak potoczy się akcja.