Newsy przeglądam zwykle na pomocą aplikacji Squid, która je agreguje. Podesłała mi informację, że w Namibii lokalne wybory wygrał polityk Adolf Hitler Uunona. Onet zrobił z tego osobny post – tyle że liczył całe sześć zdań, więc nie był szczególnie wnikliwy. A wbrew pozorom to bardzo ciekawy temat. Porusza go Trevor Noah, południowoafrykański komik, w swojej książce „Nielegalny”. Planowałam o tej książce napisać kiedy indziej, ale to idealna okazja.

Trevor Noah tłumaczy, że czarni w RPA musieli mieć imię angielskie lub europejskie, żeby biały człowiek mógł je wymówić. Dlatego każdy miał imię angielskie, imię tradycyjne i nazwisko. Imię angielskie wybierało się raczej losowo. A skoro kolonizatorzy nie zapewnili czarnoskórym odpowiedniego wykształcenia, to skąd mieliby wiedzieć, kim był Hitler? Dla nich to wiedza z historii, na kartkówkę: zakuć, zdać, zapomnieć. Nie uczono ich refleksji, tego, jak myśleć samodzielnie, nikt nie tłumaczył, że apartheid był inspirowany prawami Trzeciej Rzeszy.

Mieszkańcy Zachodu często uważają Holokaust za najgorszą rzecz w historii ludzkości. Noah zwraca jednak uwagę, że o ile naziści dokumentowali swoje zbrodnie, o tyle w Afryce nikt się tym nie zajmował. Ofiary Holokaustu łatwo policzyć, ofiary rzezi w Afryce już niekoniecznie. Dlatego dla nich Hitler to nie jest największe zło na świecie.

To przykład tego, jak Trevor Noah opowiada o problemach związanych z rasą i nieco odwraca spojrzenie na trudne sprawy, o których na co dzień nie myślimy. Z dużym humorem i dystansem do wszelkich spraw drażliwych czy osobistych opisuje, jak wyglądało jego dzieciństwo i życie w RPA. Obawiałam się, że to będzie książka trudna i depresyjna, ale była lekka – przeczytałam ją błyskawicznie.