Z okazji urlopu przeczytałam wreszcie coś Robina Cooka. Padło na Oślepienie, pierwszą część z serii o Laurie Montgomery. Choć w moim domu rodzinnym zawsze było dużo książek, zwłaszcza kryminałów, Cook akurat w bibliotece się nie znalazł. Teraz już wiem dlaczego.

Laurie Montgomery poznajemy, gdy jest jeszcze na okresie próbnym w pracy. Jest patologiem, lubi to, co robi, i jest w tym piekielnie dobra. Wchodzi na chwilę na salę sekcyjną wyłącznie po to, by swoim bystrym okiem dostrzec niedopatrzenie, które przeoczył jej szef. To ona wpada na takie rewolucyjne pomysły, jak pobranie DNA spod paznokci ofiary. To wprawdzie nie jej sprawa, ale kij tam. Współpracownicy nie tylko nie wkurzają się, że grzebie przy ich przypadkach, ale jeszcze jej dziękują za pomoc. Tylko ona zauważa wzór, doszukuje się podobieństw, analizuje sprawę. Wszyscy inni są ślepi, zwłaszcza szef, któremu regularnie zgłasza swoje uwagi (nawet jeśli jest weekend i dziewiąta rano – co tam, zadzwońmy do niego). Szefa drażni krucjata Laurie, jej upór i brak przestrzegania jakichkolwiek zasad, więc upomina ją raz za razem, ale niestety jest na przegranej pozycji, bo oczywiście okazuje się, że Laurie ma rację od początku do końca we wszystkim, więc co by się nie działo, szef musi podwinąć ogon pod siebie.

Choć rodzice Laurie Montgomery są bardzo bogaci, zatrudniają kelnerów i lokajów, ona sama mieszka skromnie. Tatuś córkę właściwie ignoruje, mamusia regularnie narzeka na to, że Laurie nie ma faceta, więc ustawia ją na randkę w ciemno (i Laurie bez większych sprzeciwów posłusznie idzie). W przeszłości rodziny Laurie jest także tragedia, która rzutuje na zaangażowanie Laurie w sprawę, którą się zajmuje. Wiadomo.

Oczywiście jest trójkąt miłosny – bo skoro Laurie poszła na ustawiany obiad, to również grzecznie zaczęła się spotykać z facetem, którego podsunęli jej rodzice. Jordan Sheffield zabiega o względy Laurie, umawia się z nią co wieczór (a ona, gdy na pierwszą randkę spóźnia się godzinę, i tak na niego czeka), zasypuje kwiatami i adoruje. Ogólnie byłby pewnie świetnym chłopakiem gdyby nie to, że zamiast przejmować się śmiercią swojej wieloletniej sekretarki, złości się, że musi szukać kogoś nowego, i omawia słupki sprzedaży w swoim gabinecie okulistycznym.

Równolegle Laurie interesuje się policjant Lou Soldano, prosty, swojski chłop, który zamiast do wykwintnego lokalu zabiera naszą przesympatyczną lekarkę do knajpy, gdzie nie ma nawet menu (listę dań deklamuje kelner). Detektyw dla odmiany nie odróżnia optometrysty od okulisty i optyka, niektóre słowa trzeba mu przeliterować i wyjaśnić, potrafi być chamski i nieuprzejmy, ale to przynajmniej normalny człowiek. Tak więc do wyboru jest, żeby nie utrudniać czytelnikowi, albo kawał skurczybyka udającego wyrafinowanego eleganta, albo prosty, uroczy, zwykły facet, którego czasem ponosi duma i zazdrość.

Wszyscy bohaterowie wykazują się niezwykłym profesjonalizmem. Jordan Shieffield omawia szczegóły leczenia swoich pacjentów (których opisuje z imienia i nazwiska), nie przejmując się tajemnicą lekarską. Laurie spotyka kumpla pracującego w gazecie, bez zastanowienia opowiada mu o tym, czego nie dopatrzył jej pracodawca i dlaczego to, co właśnie powiedział na konferencji prasowej, nie jest prawdą, po czym jest zaskoczona, że dziennikarz nie zachował tych informacji dla siebie. Lou Soldano idzie z Laurie do sali sekcyjnej pooglądać, jak lekarka przeprowadza sekcje zwłok ofiar niezwiązanych z jego sprawami (bo czemu nie), a na sam koniec zaprasza ją na obiad. A potem jedzie sobie ot tak do mafiosa, którego wszyscy się panicznie boją, wypytuje go o najróżniejsze sprawy, po czym beztrosko wyjawia mu, kto mu o tych sprawach opowiedział. Najzabawniejsze jest to, że była to Laurie, która przecież mu się podoba, więc nawet jeśli jest na tyle cyniczny, żeby mieć w nosie bezpieczeństwo losowego cywila, może chciałby chociaż ochronić dziewczynę, która mu się podoba? Ale nie, lepiej pozwierzać się mafiosowi, szczegółowo wytłumaczyć, kto komu co przekazał, po czym dziwić się, że mafioso chce skasować Laurie. Jak to?!

Nie opisałam wciąż prawie wcale zagadki, którą z takim mozołem rozwiązuje Laurie, ale prawdę mówiąc, niewiele jest na nią miejsca w tym, co opisałam powyżej. Więcej dowiadujemy się o poczynaniach mafiosów i wynajętych zbirów niż o pracy Laurie. Można to zamknąć w jednym zdaniu złożonym: Laurie podejrzewa, że to nie przedawkowanie było przyczyną śmierci ofiar, którymi się ostatnio zajmuje, podczas gdy dwóch wynajętych przez mafiosa narwańców z bronią lata po mieście i dostarcza Laurie roboty, która ostatecznie sprawi, że spotka faceta, który się jej spodoba.

Gwoli ścisłości, sam pomysł na zagadkę był rzeczywiście ciekawy i miał duży potencjał (bez zdradzania szczegółów powiem tylko, że chodziło o pozyskiwanie narządów do przeszczepu), ale został źle zrealizowany. Całość dało się szybko połączyć w całość, wszystkie wątki i tak się zazębiły, a Laurie jest postacią tak wyidealizowaną, że aż niedobrze się robi.

Oślepienie to dobra książka do poczytania niezobowiązująco, ale jeśli ktoś lubi bardziej wymagające thrillery albo kryminały, powinien jednak poszukać na innym dziale.