Stulatku, który wyskoczył przez okno i zniknął zrobiło się głośno parę lat temu, gdy ukazał się film na podstawie książki. Filmu nie oglądałam, ale podobno wykorzystuje zupełnie inny rodzaj humoru niż powieść, co mnie akurat mocno zniechęciło do oglądania. Fakt faktem, że w książce jest sporo dowcipu, którego przeniesienie na ekran byłoby niemałym wyzwaniem.

Główny bohater – stulatek Allan Karlsson – obchodził właśnie swoje setne urodziny. A właściwie miał zacząć obchodzić, bo do jego imprezy urodzinowej w domu spokojnej starości zostało mało czasu. W każdym razie przyszło mu do głowy, że wybrałby się na wycieczkę. I jak pomyślał, tak zrobił. Nie uprzedził nikogo, po prostu w kapciach wylazł przez okno i poszedł na dworzec. Ahoj, przygodo!

W powieści pojawiają się prawdziwe postacie takie jak Józef Stalin, Winston Churchill czy Harry Truman, ale nie trzeba znać niuansów historycznych, by zrozumieć powieść. Można się pośmiać i bez tego:
„– Myślałem nad jedną rzeczą – powiedział Allan.
– Jaką? – spytał Stalin ze złością.
– Że może wziąłbyś i zgolił te wąsy?
Na tym zakończyła się kolacja, bo tłumacz zemdlał”.

To świetna, lekka, zabawna lektura na zimowe popołudnia. Doskonale poprawia humor, zwłaszcza że dowcip w Stulatku… nie jest na siłę. Zdecydowanie byłaby na liście książek, które można polecić komuś, kto czyta rzadko albo wcale, a chciałby to zmienić.

Dwie następne książki Jonasa Jonassona – Analfabetka, która potrafiła liczyć oraz Anders morderca i przyjaciele oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół – buzują tym samym absurdalnym poczuciem humoru. Czwarta książka Jonassona to ciąg dalszy historii stulatka, ale niestety od 2018 roku jeszcze nie przetłumaczono jej na polski.