książki

„Wiele demonów” – recenzja książki Jerzego Pilcha

Pamiętam, jak parę lat temu z trudem przedzierałam się przez nowszą twórczość Joanny Chmielewskiej i zgryźliwie stwierdziłam, że tytuły typu Trudny trup czy Mnie zabić są mocno ryzykowne. Podobnie jest w przypadku Wielu demonów. W przeciwieństwie jednak do wymienionych utworów polskiej królowej kryminału, książkę Jerzego Pilcha czyta się znakomicie. To bardzo dobra powieść, umiejętnie przegadana, groteskowa, melancholijna i zabawna.

„My opowiadamy historie. My, czyli nasze demony. Piszemy błotnymi piórami na wilgotnym papierze”, stwierdza Pilch. Chętnie bawi się z demonami, które pojawiają się regularnie w książce, ale jakichkolwiek nawiązań do tytułu powieści jest niewiele, a prób wyjaśnienia jeszcze mniej. Interpretację autor zazwyczaj pozostawia czytelnikowi, podobnie jak odkrycie na przykład tożsamości narratora – to informacje długo przed nami zatajane albo wyjaśnione zupełnie mimochodem, od niechcenia.

Wielu demonach nie ma też konkretnej fabuły. Wydarzeniem, które wywołuje u narratora impuls opowiadania, jest zaginięcie Oli, jednej z córek pastora Mraka. Ta zagadka to właściwie tylko pretekst – przewija się przez całą książkę, ale rozwiązanie również łatwo przeoczyć, bo opowieść koncentruje się przede wszystkim na bohaterach. A tych mamy pod dostatkiem; niektórzy są przedstawieni wyczerpująco i dokładnie, inni potraktowani drugorzędnie albo wręcz pomijani. Wszyscy są jednak w jakimś stopniu zamieszani w zniknięcie Oli i wszystkich narrator starannie przerysowuje. Wyolbrzymia ich cechy, zwyczaje i dziwactwa. Stają się bardziej swoimi karykaturami niż prawdziwymi postaciami. Mieszkają w Sigle, w której łatwo odgadnąć Wisłę, rodzinne miasto pisarza – Wiele demonów to specyficzny, przedstawiony w krzywym zwierciadle powrót do dzieciństwa Pilcha. Nie zabrakło w tym świecie na przykład czarnego humoru, objawiającego się przede wszystkim w absurdalnych przygodach bohaterów, zmagających się na przykład z szerszą niż drzwi trumną pana Wzmożka tylko po to, żeby dojść do wniosku, że całemu zamieszaniu „nieboszczyk winien, bo umarł”.

Powtarzające się w twórczości autora motywy to kobiety, alkohol i luteranizm. Występują one także w Wielu demonach, ale pełnią tutaj nieco odmienną funkcję. Kobiety stanowią zagadkę (jak siostry Mrakówny, bliźniaczki składające się przede wszystkim z absurdalnych kontrastów i przeciwieństw), a nie obiekt męskiego pożądania. Alkohol pojawia się nie jako wątek główny, ale raczej jako element życia codziennego w Sigle. Narrator pisze sporo o luteranizmie – w Spisie cudzołożnic skontrastował go ironicznie z katolicyzmem, ale tutaj funkcjonuje jako wprowadzenie do religii, wyjaśnienie niektórych zwyczajów lub przesądów, związanych chociażby ze sznurem, na którym ktoś się powiesił.

Swoją nerwową, chaotyczną, chwilami rwaną, rozgorączkowaną wręcz narracją autor czytelnika pogania, zmusza do myślenia, poddania się Pilchowemu słowotokowi, pośpiesznie wyrzucanych na papier słów gonienia. Nie da się przed tą atmosferą uciec, przesiąknięta nią jest cała książka, w której opowiadanie ściga opowiadanie, archaizmy przeplatają się z neologizmami, a bohaterowie na równi z narratorem czytelnika na śmierć zagadują. Ich słownictwo, niezwykle bogate, urozmaicone, chwilami przestarzałe, ale wciąż eleganckie, zmusza czytelnika do lektury uważnej, czasami wymagającej zajrzenia do słownika. Można się w tym stylu pławić i rozkoszować bogactwem polszczyzny Jerzego Pilcha, który nad wyraz chętnie żongluje wyrazami i daje popis swoich możliwości.

Sklasyfikowanie gatunkowe książki również do łatwych zadań nie należy. Są w niej elementy powieści kryminalnej, jak chociażby śledztwo w sprawie zaginięcia Oli. Nie brakuje cech typowych dla gawędy, czyli na przykład niezobowiązującej narracji i wielowątkowości. Ważniejszy od akcji jest opis środowiska, różniącego się od reszty społeczeństwa pod jakimś względem – językowym, kulturowym czy właśnie religijnym – to charakterystyczne dla powieści środowiskowej. Dla odmiany stosowanie nazwisk znaczących, których w książce też znajdziemy kilka (doktor Nieobadany, Felek Podpalartschyk), to chętnie wykorzystywany chwyt w powieściach realistycznych.

Wiele demonów to ryzykowna mieszanka gatunków, która niepojętym sposobem znakomicie się sprawdza. Wielu krytyków obwołało tę książkę najlepszym dziełem Jerzego Pilcha. To raczej przedwczesne, nie wiadomo bowiem przecież, co jeszcze autor może wydać. Jest to jednak niewątpliwie powieść bardzo dobra. Warto polecić ją nie tylko fanom jego twórczości, ale i osobom dopiero planującym się z nią zapoznać, bo Wiele demonów to Pilch w ponadpięciusetstronicowej pigułce.