seriale

„Dobre miejsce” – recenzja inteligentnej komedii amerykańskiej (!)

„Inteligentna amerykańska komedia” to w mojej głowie oksymoron. Widziałam Przyjaciół, Jak poznałem waszą matkę, Teorię wielkiego podrywu, trochę Jess i chłopaków – w sumie odpracowałam większość ostatnich głośnych, popularnych seriali komediowych (i parę filmów). Żaden mnie nie porwał, choć prawie wszystkie obejrzałam od początku do końca, żeby mieć czyste sumienie. Nieszczególnie mnie bawiły: jeden, może dwa dobre odcinki i z pięć udanych żartów na wielosezonowe, rzekomo śmieszne seriale to niezbyt dobry wynik. Co jakiś czas sprawdzam nowe komedie – może akurat komuś coś się udało?

W ten sposób trafiłam sporadycznie na niezłe produkcje, ale średnio raz na trzy lata (czy ktokolwiek w Polsce poza mną oglądał Mike’a i Molly?). Tymczasem ostatnio coś jakby drgnęło. Zupełnie przypadkiem dowiedziałam się o istnieniu serialu American Housewife, żenująco przetłumaczonego u nas jako Nie ma lekko, niecały rok temu wystartował też Młody Sheldon, który także mi się spodobał. I do tego wszystkiego jeszcze Dobre miejsce – również stosunkowo nowy serial i niestety chyba mało znany w Polsce.

Eleanor Shellstrop (Kristen Bell) po śmierci trafia do tytułowego dobrego miejsca: utopii, nieba dla ludzi, którzy na nie zasłużyli. To osiedle, gdzie każdy ma swój dom, bratnią duszę, może poprosić o wszystko, na co ma akurat ochotę, a magiczna asystentka Janet (D’Arcy Carden) w ułamku sekundy to wyczaruje. Tutaj mieszkają tylko ci najlepsi: działacze społeczni i humanitarni, dobroczyńcy, najbardziej zasłużeni dla ludzkości. Opiekuje się nimi Michael (Ted Danson), architekt osiedla. I wszystko byłoby fantastycznie, gdyby nie to, że Eleanor daleko do osoby zasłużonej dla ludzkości.

Eleanor bowiem dostała się do dobrego miejsca przypadkiem, przez pomyłkę. W rzeczywistości jest egoistką i ignorantką, która swoje postępowanie usprawiedliwia tym, że jej rodzice się rozwiedli, gdy była małą dziewczynką – no bo przecież to nie jej wina. Eleanor dość szybko orientuje się, że Michael popełnił błąd, ale nie chce się ujawnić (z oczywistych przyczyn). Prosi zatem swoją bratnią duszę, Chidiego (William Jackson Harper), profesora etyki i filozofii, by nauczył ją, jak być dobrą osobą. I musi zrobić to w miarę szybko – fakt, że Eleanor nie zachowuje się tak altruistycznie, jak reszta mieszkańców osiedla, sprawia, że zaczynają dziać się w nim dziwne rzeczy, a to z kolei niepokoi Michaela.

Dobrym miejscu urzeka mnie to, jak ładnie scenarzyści pokazują, że można być nieco wrednym oraz złośliwym i równocześnie dobrym człowiekiem; że zmiana czyjegoś charakteru nie jest w ogóle łatwa. Chidi poprowadzi wiele lekcji filozofii, zanim Eleanor zacznie rozumieć, co robi źle. W serialu jest sporo retrospekcji, z których dowiadujemy się więcej na temat każdego bohatera, a te dotyczące Eleanor sprawiają, że z przyjemnością ogląda się jej postępy.

dobre miejste kristen bell

Nie tylko na Eleanor jednak skupia się serial. Chidi ciągle cierpi, ponieważ nie może podjąć żadnej decyzji – nie umie. Jego guru Immanuel Kant wierzył, że kłamstwo jest zawsze nieetyczne, więc Chidi nie potrafi nawet kurtuazyjnie powiedzieć koledze, że jego buty są okropne. Zwykle rozważa każde za i przeciw tak długo, aż mija wyznaczony czas albo ktoś decyduje za niego.

Eleanor i Chidi zaprzyjaźniają się także z Tahani Al-Jamil (Jameela Jamil) i Jianyu Li (Manny Jacinto), parą z domu obok. Jianyu to mnich, który od siódmego roku życia nie powiedział ani słowa, a Tahani to brytyjska celebrytka. Z naciskiem na brytyjska – akcent, zachowanie, słownictwo. Relacje między tą czwórką są chwilami dość absurdalne, niemniej ogląda się ich fantastycznie.

Jeśli widzieliście któryś z seriali wymienionych w pierwszym akapicie, przywykliście pewnie do tego, że status quo jest święte. Bohaterowie mogą się przeprowadzić, pokłócić, przespać ze sobą, rozwieść, mieć dzieci, ale choć normalny człowiek uciekłby jak najdalej od tej drugiej osoby, bohaterowie w serialach zawsze będą mieszkać obok siebie, bo inaczej scenarzyści nie mają o czym opowiadać. Jeśli wkurzało was to, że wszystko zawsze wraca do punktu zero – nie tylko na przestrzeni sezonów, lecz także na przestrzeni jednego odcinka – Dobre miejsce powinno się wam spodobać. Jego scenarzyści nie cierpią nudy, testują bohaterów na coraz to nowe sposoby i nie lubią wchodzić dwa razy do tej samej rzeki.

O tym serialu mówi się zdecydowanie za mało, a to naprawdę jedna z lepszych komedii, jakie ostatnio trafiły do amerykańskiej telewizji. Jeśli to coś dla was znaczy, Ted Danson został nominowany do Emmy za swoją rolę – i o ile ja akurat dość sceptycznie podchodzę do wszelakich nagród, bo rzadko nagradzają tego, kto rzeczywiście na to zasłużył, o tyle Dansonowi należało się jak psu buda. Dobre miejsce można obejrzeć na Netflixie – to raptem dwadzieścia sześć odcinków, każdy po dwadzieścia minut – i jeśli chcecie być do przodu o jedną naprawdę dobrą komedię amerykańską, serdecznie was do tego seansu zachęcam.

Tekst pierwotnie ukazał się na portalu film.org.pl.