Jak czytać ogłoszenia o pracę – poradnik dla szukających zatrudnienia

To nie będzie poradnik o tym, jak przygotować CV, żeby rekruter zwrócił na nie uwagę. O tym można poczytać na wielu innych stronach, do czego serdecznie zachęcam, bo wiele można się nauczyć.

CV swoim porządkiem, ale trzeba jeszcze umieć czytać ogłoszenia tak, żeby wiedzieć, na które warto odpisywać, a na które nie. Zwykle już po sposobie, w jaki sformułowano ogłoszenie, można ocenić, czy jest sens kontaktować się z firmą.

Niestety rzetelne, konkretne oferty pracy trafiają się rzadko.

Nazwa firmy

Absolutny obowiązek. Nie ma nazwy firmy, nie wysyłasz CV. Skąd wiesz, komu pokazujesz swoje dane? Ktoś może je wykorzystać, żeby na przykład zaciągnąć w twoim imieniu kredyt.

Gdy rok temu szukałam pracy i trafiałam na ogłoszenia, które mi odpowiadały, ale nie było podanej nazwy firmy, wysyłałam e-mail. Pisałam uprzejmie, że zapomnieli podać nazwę firmy i chciałabym zaaplikować, ale nie wiem, do kogo. Tak z pięć wiadomości wysłałam. Zgadnijcie, ile odpowiedzi dostałam. Owszem, zero.

Oczywiście święcie wierzę, że ktoś w ferworze albo z nerwów i pośpiechu może zapomnieć podpisać ogłoszenie, ale albo zreflektuje się sam, albo od razu wyedytuje ogłoszenie, gdy ktoś zwróci mu uwagę.

Ogłoszenie może być nawet konkretne, szczegółowo opisane, ale nazwy firmy nie uświadczycie. Tak jak na przykład tutaj:

Dużo literek, mało treści, mało konkretów. Na takie ogłoszenia nie odpowiadajcie. Nigdy.

Jeszcze zabawniejsze są takie ogłoszenia, kiedy oprócz CV wymagany jest list motywacyjny. Dzień dobry, chcę u państwa pracować, ponieważ lubię życie na krawędzi i życie w niewiedzy, kto mnie zatrudni. Uprzejmie proszę o pozytywne rozpatrzenie mojej prośby.

Notabene na to, czy list motywacyjny jest wymagany, w ogóle warto zwrócić uwagę – jeśli stosunkowo nieduża firma prosi o list motywacyjny na jakieś mniejsze stanowisko (nie kierownik, nie prezes, nie starszy specjalista), to sprawia wrażenie, jakby mieli za duże wymagania wobec pracownika już na starcie. Nikt normalny nie prosi o list motywacyjny dla kasjerki (a widziałam takie ogłoszenie kiedyś, niestety nie zrobiłam zrzutu ekranu).

Nazwa stanowiska i zakres obowiązków

Powinny być jasno sprecyzowane. I zwróć uwagę, czy się logicznie łączą. Jeśli już w tytule pojawiają się słowa „marketing, obsługa klienta, grafik” – powinna zapalić ci się czerwona lampka. To zupełnie różne stanowiska wymagające różnych kompetencji.

To kogo szukają, recepcjonisty, fotografa czy grafika?

Albo tutaj:

Kierownik recepcji może wprawdzie równocześnie obsługiwać pacjentów – wskazane jest nawet, żeby to robił, każdy kierownik powinien mieć kontakt z rzeczywistością swoich podwładnych – ale bycie fachowcem od PR-u wymaga zupełnie innych umiejętności.

I nie myślcie, że ten problem dotyczy tylko mniejszych albo prywatnych firm. Pewna wrocławska instytucja kultury zamieściła kiedyś ogłoszenie, z którego jasno wynikało, że szukają asystenta, grafika i menadżera projektów. Nie sądzę, żeby płacili jak za trzy etaty…

Wymiar godzin

W pierwszej kolejności zwróć uwagę, czy w ogóle jest podany rodzaj umowy. Jeśli nie, to najprawdopodobniej praca będzie na czarno.

    

I już widzisz, że coś jest nie tak.

W uproszczeniu:

Umowa zlecenie to pojęcie z kodeksu cywilnego i zakłada, że ty decydujesz, kiedy i ile pracujesz. Pracodawca nie ma prawa narzucić ci, w które dni przychodzisz, a w które nie. Jeśli masz taki kaprys, w jednym tygodniu możesz pracować 40 godzin, a w drugim wcale. Albo przepracować 40 godzin w ciągu całego miesiąca. Do tego nie masz żadnych praw i zawsze istnieje ryzyko, że stracisz pracę z sekundy za sekundę. Nie bez powodu umowę zlecenie nazywa się umową śmieciową.

Umowa o dzieło to również pojęcie z kodeksu cywilnego i jak sama nazwa wskazuje, chodzi o wykonanie jednej rzeczy (dzieła). Umową o dzieło nie można rozliczać powtarzalnych czynności w rodzaju codziennej pracy na recepcji czy barze.

Etat natomiast to pojęcie z kodeksu pracy, nie można zatem pracować na cały etat na umowie zlecenie czy umowie o dzieło. Umowa o pracę zakłada, że stawiasz się w pracy w konkretnych godzinach, masz dłuższy okres wypowiedzenia i szereg przywilejów, które gwarantuje ci właśnie kodeks pracy. Wielu pracodawców wychodzi z założenia, że nie będą się zdzierać, przecież to tylko pracownik. A jeśli pracujesz 160 godzin miesięcznie na umowie zlecenie pod kierownictwem zleceniodawcy, który narzuca miejsce i czas zatrudnienia, po trzech miesiącach można zgłosić się do Państwowej Inspekcji Pracy i wyegzekwować umowę o pracę ze wszystkimi właściwymi ci przywilejami.

Dlatego jeśli widzisz ogłoszenie, w którym miesza się te pojęcia, nawet nie czytaj dalej. Jest cień szansy, że osoba pisząca ogłoszenie po prostu nie rozróżnia tych pojęć, ale to świadczy jeszcze gorzej o firmie, skoro zatrudnia w dziale HR osoby, które nie znają się na tym, co robią.

Jeśli chodzi o moje doświadczenia, raz zaryzykowałam odpowiedź na takie ogłoszenie. Byłam na rozmowie i dowiedziałam się, że pracuje się po dwanaście godzin, głównie w nocy, na umowie zlecenie, na minimalnej stawce godzinowej. Po roku będzie szansa (nie możliwość, szansa), że przepiszą mnie na umowę o pracę. Roześmiałam się szczerze, podziękowałam za rozmowę i pożegnałam panią. Notabene rekruterka spóźniła się wtedy na rozmowę pół godziny, tłumacząc, że jechała prosto z Warszawy i pociąg miał opóźnienie. Już wtedy wiedziałam, że nic z tego nie będzie, ale nie wypadało mi odwrócić się na pięcie i wyjść bez słowa.

Na koniec najmniejsze zło, czyli…

Powielane schematy i zwroty w ogłoszeniach

Praca w młodym i dynamicznym zespole = stary zespół nie wytrzymał, zatrudniamy tylko młodych i niedoświadczonych, jest duża rotacja. Do wyboru, do koloru.

Elastyczne godziny pracy = zatrudniamy na umowę zlecenie lub o dzieło.

Atrakcyjne wynagrodzenie = prawdopodobnie jest atrakcyjne tylko dla pracodawcy, bo to zwykle oznacza najniższą krajową. Gorzej wygląda tylko komunikat: atrakcyjne wynagrodzenie (2250 zł brutto).

Możliwość zdobycia doświadczenia = będziesz urobiony po łokcie, a i tak nie awansujesz. W końcu doświadczenie.

Wzorcowy przykład ogłoszenia, które można zamknąć i bez zapisywania lub odpowiadania pójść dalej:

Abstrahując od tego, że umowa zlecenie to żadna oferta (zero przywilejów pracowniczych, zero urlopu i ryzyko zwolnienia w każdej chwili, o niczym innym nie marzymy!), to chwalenie się, że zapewnia się niezbędne narzędzia pracy, również jest nieco… zabawne. Mam dziękować pracodawcy, że nie muszę codziennie nosić ze sobą drukarki i żarówek do lampy przy biurku?

Podsumowanie

Ważne jest, żeby zachować elastyczność i analizować każdą informację. Może być tak, że ogłoszenie pisał ktoś, kto po prostu nie ma do tego serca, więc poszedł po linii najmniejszego oporu, ale praca sama w sobie rzeczywiście jest w porządku. Po prostu oryginalniej napisane ogłoszenia robią lepsze wrażenie.

Trzeba pamiętać, żeby zawsze wygooglować firmę, sprawdzić, gdzie jest siedziba, jakie ma opinie i jak są napisane, czy podana stawka to netto czy brutto. I warto brać pod uwagę, czy oferta w ogóle nam odpowiada i jakie wrażenie robi rekruter. Jeśli już na etapie umawiania się na rozmowę rekrutacyjną mamy jakieś zastrzeżenia, warto to przemyśleć. To akurat dość ekstremalny przypadek, ale zdarzyło mi się jeden jedyny raz zrezygnować z zaplanowanej już rozmowy, ponieważ rekruter, a właściwie kierownik firmy przez telefon powiedział mi: „A bo ja dziołchy lubię!”.

Darz bór!